| Po rozpadzie The Beatles – jak się okazało nieuniknionym, na skutek konfliktu osobowości i artystycznych wizji Lennona i McCartneya – to John stanął przed trudniejszym zadaniem... |
Po rozpadzie The Beatles – jak się okazało nieuniknionym, na skutek konfliktu osobowości i artystycznych wizji Lennona i McCartneya – to John stanął przed trudniejszym zadaniem. Jaka droga czekała artystę, który był filarem największej grupy w historii muzyki popularnej? Jakie piosenki miał jeszcze napisać muzyk, wsławiony takim utworami, jak „Strawberry Fields Forever” i „Come Together”?
Paul McCartney wkroczył na przetarty szlak masowej muzyki popularnej. Jego wybitny talent melodyczny dał o sobie znać jeszcze niejeden raz (m.in. „Bluebird”), jednak pod względem artystycznym był w defensywie. Największe solowe sukcesy święcił pierwotnie Ringo (m.in. dwa amerykańskie hity numer jeden w 1973 roku), natomiast najlepszy album pod własnym nazwiskiem wydał George Harrison („All Things Must Pass”, 1970). A jednak to na Lennona zwrócone były oczy świata, największych rewelacji spodziewano się właśnie po nim. Dlaczego?
Dlatego, że to John był niepokornym duchem The Beatles. Dlatego, że zdobywał się na eksperymenty („Revolution # 9”), nie bał się ryzyka („The Ballad Of John And Yoko”), odsłaniał swoje emocje z odwagą graniczącą z ekshibicjonizmem („I Want You / She’s So Heavy”) i śmiało angażował się w społeczne i polityczne sprawy tego świata.
Lennon-artysta nie zawiódł. Nieomal w tym samym czasie, kiedy dokonywał się rozpad Wielkiej Czwórki, wystąpił z Erickiem Claptonem na koncercie w Toronto i wykonał serię klasycznych rock’n’rolli, m.in. „Blue Suede Shoes” (dokumentuje to płyta LIVE PEACE IN TORONTO, 1969). Nagrał serię znakomitych singli, których walor artystyczny pozostawał w zaskakująco jawnej opozycji do potencjału komercyjnego: „Give Peace A Chance”, „Cold Turkey”, „Instant Karma!” Ale już pierwsza „prawdziwa” solowa płyta Johna (wcześniej miały miejsce eksperymenty: TWO VIRGINS, LIFE WITH LIONS, WEDDING ALBUM) to tryumf zarówno artysty, jaki człowieka.
PLASTIC ONO BAND (1970) – najlepszy solowy album Johna Lennona – pozostaje jedną z najbardziej śmiałych, szczerych i bezkompromisowych wypowiedzi w całym rocku. John dokonał tu publicznej autoterapii. Rozprawiał się z osobistą przeszłością emocjonalną („Mother”), pisał o miłości („Love”), o Bogu („God”), dotykał trudnych, wręcz bolesnych tematów społecznych („Working Class Hero”). Ascetyczny akompaniament – fortepian, gitara basowa, perkusja – podkreślał ostrą wymowę piosenek Lennona.
Na kolejnych płytach produkcja była bogatsza. Drugi album – IMAGINE (1971) – przyniósł światowy standard w postaci piosenki tytułowej, jednak hitem wówczas nie był. Liryczny przebój „Jealous Guy” zapowiadał „brzmienie Lennona” z kolejnych albumów. MIND GAMES (1973) zapisał się w pamięci głównie piosenką tytułową (choć i tutaj znajdziemy liryczną perełkę, „Out The Blue”). WALLS AND BRIDGES (1974) natomiast przyniósł Johnowi pierwszy i jedyny za życia hit numer jeden – energetyczny duet z Eltonem Johnem w „Whatever Gets You Thru The Night”. Do ulubionych piosenek Johna należy także tajemniczy, ulotny utwór # 9 „Dream”, zamieszczony na tej interesującej i bardzo urozmaiconej płycie.
Nieoczekiwanie, WALLS AND BRIDGES było ostatnim albumem z autorskim materiałem Lennona przed pięcioletnią przerwą. Ten rozdział w jego karierze – połowę dekady solowych nagrań – zamknęło wydawnictwo nietypowe, ale jak najbardziej na miejscu u artysty, którego młodość przypadła na lata 50. i 60.
Z pomocą przyjaciela, Phila Spectora – legendarnego producenta, twórcy słynnej Ściany Dźwięku (The Wall Of Sound) – John Lennon nagrał album ze standardami wczesnego rock’n’rolla, płytę dedykowaną idolom młodości, takim artystom, jak Chuck Berry, Fats Domino czy Sam Cooke. Płytę otwierała porywająca wersja standardu „Be-Bop-A-Lula”, ale największym przebojem w interpretacji Lennona okazało się „Stand By Me” (piosenkę tę wykonywał oryginalnie Ben E. King).
W karierze Johna Lennona nastąpiła długotrwała, pięcioletnia przerwa. Dla innego wykonawcy wycofanie się ze sceny na taki okres oznaczałoby definitywny koniec marzeń o sukcesie. Ale też John o sukcesie marzyć nie musiał, bowiem miał już za sobą sukces, do którego próbujemy odnosić ówczesne i obecne ikony popkultury. Lennon-artysta był w drugiej połowie lat 70. muzykiem całkowicie spełnionym.
A jak było z Lennonem-gwiazdorem? Wielbiciele Johna daremnie czekali na wielkie hity. Oczywiście wiele z piosenek byłego Beatlesa doczekało się statusu przeboju, ale nie były to piosenki popularne w tradycyjnym wyobrażeniu. Wczesne solowe single przynosiły kolejne niespodzianki. „Give Peace A Chance” okazał się pacyfistycznym hymnem, „Cold Turkey” opowiadał o mękach narkotykowego uzależnienia, „Instant Karma!” krytykował całą kulturę popularną, a po nagraniu „Power To The People” pojawiły się zarzuty, że były Beatles jest... komunistą. Ekscentryczny milioner?
Niekoniecznie. Sam Lennon nie podtrzymywał bowiem etosu gwiazdy, nie szukał popularności. Przeciwnie. Dążył do całkowitej swobody wypowiedzi i chronił swoje życie osobiste. Idolem już był za czasów Wielkiej Czwórki. Teraz chciał być tylko artystą i człowiekiem. Tylko? Nic zresztą nie dowodzi tego lepiej, niż pierwsza po owej pięcioletniej przerwie, a ostatnia za życia autorska płyta Johna – tym razem nagrana i wydana w duecie z nieodłączną Yoko Ono, zarazem żoną i... muzą.
DOUBLE FANTASY (1980) to kolejny – tym razem artystyczny i komercyjny – tryumf Johna Lennona. Płyta zawiera trzy z jego najlepszych piosenek: („Just Like) Starting Over”, „Watching The Wheels” i „Woman”. Ale przecież znajdują się na niej również niezwykle udane „Beautiful Boy (Darling Boy”) i „Dear Yoko”. Oto utwory zaśpiewane przez dojrzałego artystę i szczęśliwego człowieka. Niestety – jak pamiętamy – jego szczęście trwało po tych nagraniach bardzo krótko.
Tragiczna i rozpaczliwie niepotrzebna śmierć Johna wyznaczyła koniec pewnej epoki. Ale, co trzeba podkreślić, przerwała u samego progu kolejną, ciekawie zapowiadającą się passę twórczą. Dowodzą tego nie tylko piosenki z DOUBLE FANTASY, ale także te, które nie zmieściły się na tej płycie i miały wejść na następną. Pośmiertne wydanie MILK AND HONEY (1984) zawiera m.in. znakomity, ostry numer „Nobody Told Me”. Oczywiście zarówno album DOUBLE FANTASY, jak i singiel „(Just Like) Starting Over” weszły na szczyt list przebojów natychmiast po śmierci Johna. Śmierci, którą przeżył i opłakał naprawdę cały świat. I o której zawsze będziemy pamiętać.
- Daniel Wyszogrodzki -
Strona oficjalna:
www.johnlennon.com
