| Młody, polski zespół rockowy. |
Grupa Paranormal powstała dwa lata temu w Kraśniku. Tworzą ją: Marek Kuć (gitara), Paweł Szutta (wokal), Michał Wrzos (bas), Grzegorz Siwiec (perkusja) oraz dwóch klawiszowców – Robert „Homa” Pielaszkiewicz i Piotr Surowiec. Nazwa zespołu wiąże się z zainteresowaniami Marka Kucia tematyką zjawisk nadprzyrodzonych. „Może to nazwa tak nam toruje drogę?”– zastanawiają się muzycy. Fani przekonują, że rozwiązanie tej zagadki leży raczej w twórczości zespołu.
Swój debiutancki materiał zespół nagrał na przełomie 2002 i 2003 roku w Studiu Chróst Winicjusza Chrósta. Produkcją zajął się zespół do spółki z Jarosławem Kidawą (współprodukował również „4” Wilków). Premiera albumu Paranormal miała miejsce prawie rok później (13.03.2004).
Wśród najważniejszych inspiracji muzycy wymieniają dokonania takich artystów, jak Garbage, Oasis, Placebo, czy Manic Street Preachers. Pojawiają się także odniesienia do Bush, Muse, czy Linkin Park. Trudno jednak zaszufladkować jednoznacznie styl zespołu. Marek Kuć prowokacyjnie określa styl Paranormal jako „punkową wyobraźnię wplątaną w hip-hopowe zapędy”. Każdy w ich muzyce może znaleźć coś dla siebie, o czym najlepiej świadczy wyznanie fana Vadera i Behemotha, który również w debiutanckim singlu, „W ogniu”, odnalazł coś „swojego” (www.paranormal.fan.pl - księga gości). Paranormal doceniają też osoby, które rocka na co dzień nie słuchają. Jak to możliwe? Tę tajemnicę rozwiązał ponownie jeden z fanów w swoich podziękowaniach dla zespołu: „Dzięki, że w dzisiejszych ciężkich czasach możecie dać coś więcej niż przeciętność” (ibid).
W czym zawiera się wyjątkowość muzyki Paranormal? To, co od razu zwraca uwagę, to zaskakujący profesjonalizm muzyków, którzy bądź co bądź są debiutantami. Nie przeszkodziło im to w wyprodukowaniu płyty na poziomie, którego nie powstydziłby się niejeden zespół zachodni. Jednak tym, co przesądza o wartości Paranormal, jest duża wyobraźnia, wrażliwość i dojrzałość muzyczna. Dzięki temu udaje im się uciec od sztampy i schematyczności muzyki rockowej. Głównym kompozytorem i tekściarzem Paranormal jest gitarzysta, Marek Kuć. Utwory zaczynają najczęściej swój żywot od muzyki. Pojawia się melodia, wokół której Marek zaczyna budować kompozycję. Z lekkością balansuje między skrajnymi często nastrojami – delikatnością i agresją, nostalgią i złością, bezradnością i wściekłością. W tę emocjonalną różnorodność świetnie wpisuje się wokalista (Paweł Szutta) łagodząc w ostrzejszych fragmentach („Rysunek”, „Historia jednego spotkania”) swoim melodyjnym i ciepłym wokalem chropowatość gniewnych gitar. W utworach łagodniejszych, jak choćby „Kwiaty nocy”, w prosty sposób dodaje kompozycjom głębi i przestrzeni. Paweł nie boi się śpiewać po angielsku i, trzeba przyznać, wychodzi mu to równie dobrze, jak śpiewanie po polsku. Dobrym przykładem do porównań jest utwór, „W ogniu”, który powstał początkowo w wersji angielskiej jako, „Won’t You Come” (tę wersję można znaleźć na stronie B singla, „Kwiaty nocy”). Dopiero w studiu zapadła decyzja o nagraniu także polskiej wersji. Na debiutanckim albumie muzycy umieścili sześć kompozycji po angielsku, m.in. „Paranormal Sun” (najnowszy singiel promujący płytę), poruszający „So Come” oraz naładowany energią „Like a Dead Bird”.
Podobnie, jak w przypadku muzyki, większą część tekstów stworzył Marek Kuć miejscami wspomagany przez Pawła Szutta i Robert Pielaszkiewicza. I podobnie jak w przypadku muzyki udało im się uciec od nieznośnego banału rymów spod znaku „tak bardzo cię kochałem, że aż się popłakałem”. Teksty Paranormal nie mają na celu wypełniania muzycznej przestrzeni, ale ją wzbogacają. Pogłębiają przekaz naładowanej emocjami muzyki i dodają jej jeszcze większej dawki autentyzmu. To nie przypadek, że tytuł piosenki „Kwiaty Nocy” przewija się tak często przez internetowe blogi młodych, wrażliwych ludzi. „To spokojna piosenka, ale jej słowa krzyczą, to najsmutniejsza muza pod Słońcem” – pisze babilonman. „Bo z czego tu się k... cieszyć”, dodaje ivory. Na szczęście smutek, nie jest jedynym stanem, w który wprowadzić nas może Paranormal. Słuchając ich płyty odnajdziemy utwory pełne radości, gniewu, buntu i afirmacji życia, których tak często brakuje we współczesnych produkcjach.
