| Jest trzecia czterdzieści pięć nad ranem, kiedy Steve Angello, Sebastian Ingrosso i Maxwell z grupy SWEDISH HOUSE MAFIA wciąż stoją przy konsolecie w Motelu Masquerade (w legendarnym klubie Pacha na Ibizie) i prezentują hit sezonu „One”. |
Nagrany przez Virgin Records i wzbogacony aksamitnym soulowym głosem Pharella Williama przebój jest tak przyjmowany, jakby artyści wchodzili na scenę na stadionie Wembley. Kiedy noc się kończy nie mają innego wyjścia jak tylko jeszcze raz zaprezentować „One”. Zane Lowe, Pete Tong czy Eric Murillo – każdy z nich mógłby się przekonać, że dziś scena muzyki elektronicznej należy do „One”. „Cały sezon był absolutnie nieprawdopodobny” mówi Mafioso muzyki house- Steve Angello,który jeśli chodzi o muzykę zawsze brnie do przodu “Rywalizowaliśmy z największymi DJ-ami grającymi na wyspie, a teraz to my jesteśmy jednymi z największych – nigdy nie widziałem, żeby w klubie Pacha tak bawiono się wcześniej. Tego roku każdy chciał tu być a dla nas było to niewiarygodne przeżycie”. Motel w którym występowali SHM tętnił taką samą energią jak scena podczas koncertu rockowego. Dla tych klubowiczów „One” jest nowym wcieleniem „Teen spirit” Nirwany. „Utwór nagraliśmy wspólnie w Los Angeles” , wyjaśnia Sebastian Ingrosso. „Właściwie to uważaliśmy, że nie powinniśmy wspólnie tworzyć, ale po „Leave The Word Behind” z Laidback Lukiem odnieśliśmy sukces i zdecydowaliśmy się coś nagrać wspólnie. Udało się”. To co wydaje się niesamowite, to czas w którym powstał przebój. Dwa dni to naprawdę niedługo jak na nagranie, które przez Beatport zostało ogłoszone najszybciej sprzedawanym singlem wszech czasów. „Dwa dni” -śmieje się Seb. „Mieliśmy już w głowie pomysł i większość aranżacji, a później złożyliśmy to razem. Koncepcja utworu była prosta. Zapętloną linię perkusji podłożyliśmy do linii basowej. Szczególnie zależało mi na wzmocnieniu dynamiki w momencie wejścia linii melodycznej”. A teraz cofnijmy się nieco wstecz. Doskonale wiemy, że „One” jest nagraniem, o którym można długo pisać, ale istnieje wiele innych pytań na które chcielibyśmy uzyskać odpowiedź. Na przykład, jak muzycy spotkali się? Kto wymyślił im nazwę? Czy oni są naprawdę bezpośrednimi potomkami mafiosów? “Ja i Seb spotkaliśmy kiedy mieliśmy sześć lub siedem lat: wpadaliśmy razem we wszystkie możliwe tarapaty!”- śmieje się Steve. „Ojciec Seba miał firmę muzyczną Plumphouse i tak trafiliśmy do muzyki przygotowując m.in. muzykę do róznych imprez. Stworzyłem nawet muzykę do konkursu Eurowizji w Szwecji”. Więc team Angello i Ingrosso pracowali razem ze sobą od pewnego czasu. „z Axelem spotkaliśmy się jakieś dziesięć lat temu kiedy pracował nad Sulphuric”- mówi Steve.”Byliśmy młodsi od niego ale mimo to my też dopięliśmy swego. Jako dzieciaki uczyliśmy się wzajemnie od siebie. Jeśli chodzi o muzykę ja i Seb byliśmy bardziej zwariowani” wtedy pojawił się kolega ze Szwecji Eric Prydz, który wspólnie ze Stevem stworzył w 2004 „Woz not woz”.”Utrzymywaliśmy dobre kontakty przyjacielskie ale nikt nie chciał udostępnić nam sceny. Musieliśmy błagać w nocnych klubach, żeby puszczali naszą muzykę. Prosiliśmy, żeby pozwolili nam zagrać godzinę, a wtedy wszyscy uwielbiali nas. Był czas kiedy nikt nas nie chciał i dlatego od początku tak ciężko pracowaliśmy. Po tym trudnym okresie ja i Ax zrobiliśmy Supermode (mix na podstawie”Tell Me Why” zespołu The Communards) i udało nam się sprzedać trochę nagrań na portalu Buy Now. Nigdy nie mieliśmy suportu, aż do teraz”. Dynamiczny rozwój całej trójki i ich losy są kluczem do dalszych sukcesów Mafii. „Kiedy pojawiła się nazwa Swedish House Mafia nie byliśmy do niej szczególnie przywiązani. Ludzie na forum nazywali nas w taki sposób, bo w każdej sprawie występowaliśmy wspólnie. Mogłem zawsze oprzeć się na ramieniu pozostałych, a oni wiedzieli, że maja wsparcie we mnie. Mogłem zawsze im ufać i liczyć na ich życzliwe opinie. Kiedy miałem jakiś utwór mówili mi szczerze co o nim sądzą. Ze Swedish House Mafią zawsze jesteś otoczony przyjaciółmi”. Każdy wie, że Maxwell, Steve i Sebastian to samodzielni artyści, każdy ma swoją markę, prowadzą odrębne życie i mają indywidualne potrzeby. Ale sukcesy jakie osiągnęli w ostatnim czasie wspólnie potwierdzają, że razem dysponują magiczną siłą. Maxwell tak próbuje wyjaśnić fenomen zespołu.” Swedish House Mafia jest tworem żyjącym własnym życiem. Próbujemy go kontrolować i postrzegać w kategoriach pozytywnych ale to „COŚ” często próbuje się wymknąć spod kontroli. To maszyna, która produkuje większą energię niż jakakolwiek inna. Zobaczcie jak to nas wciągnęło.” Zeszłego lata, Szwedzi nie występowali razem tak często jak życzyliby sobie tego fani, ale popyt na ich muzykę był tak duży, że teraz Mafia musi spotykać się prawie każdego tygodnia. „Tego lata „COŚ” występowało znacznie częściej niż w ubiegłym, bo teraz bawiliśmy się doskonale. W tamtym roku mieszkaliśmy na Ibizie i trochę tu pobalowaliśmy, ale teraz Steve i ja mamy dzieci więc nasz wolny czas został inaczej zagospodarowany.”. Ingrosso uważa, że każdy dostarcza innego elementu do miksowanych kawałków. „Steve ma swoje undergroundowe bity. Axwell jest bardziej melodyjny a ja plasuję się gdzieś pomiędzy nimi”. Jak wskazuje Axwell jedna rzecz z pewnością zmieniła się od „The Erly Days”: Steve i Ax są teraz dumnymi rodzicami podczas gdy Sebastian pozostał przysłowiowym dużym dzieckiem, którego trzeba pilnować podobnie jak w latach szkolnych. Czy teraz jest łatwiej czy trudniej? „Oczywiście łatwiej” -natychmiast odpowiada Axwell. “Myślę, że to właśnie Twoje dzieci zapewniają Ci równowagę. Nagroda za opiekę nad nimi jest ogromna. Nawet jeśli jedziesz trzydzieści godzin do Oz – to warto. Bez względu na to czy podróżujesz czy pracujesz w studiu Twój czas jest ograniczony ale to ty decydujesz jak go wykorzystasz.” Czy Hotel Masquerade to tymczasowy letni dom Mafii na Ibizie? Czy od początku sezonu w klub rozbrzmiewa zasłużony aplauz? Czy mamy to do czynienia z podobną atmosferą jak w zeszłym roku? „Mam nadzieję, że nie ma zbyt dużej różnicy” –mówi Axwell. „Wszystko odbywa się sprawniej, a my pijemy więcej lemoniady. Pewna różnica istnieje, ponieważ jest to nasz drugi rok i mamy więcej rutyny i doświadczenia. W pierwszym roku próbowaliśmy pozyskać swoich słuchaczy, a w tym roku zbieramy żniwa z tego co zasialiśmy. Myślę, że teraz jesteśmy bardziej zrelaksowani. Jeśli chodzi o klub to staramy się stworzyć intymną atmosferę, żebyś mógł czuć się jak na after-party.”. Kolejnym istotnym faktem dla Swedish House Mafia jest podpisanie kontraktu z Virgin/EMI. Doskonale zdają sobie sprawę, że oznacza to dla nich„big deal”. „Podpisaliśmy umowę długoterminową, która rozciąga się nie tylko na nagrania ale też na koncerty na żywo. SHM jest teraz silniejsza niż kiedyś i dlatego potrzebowaliśmy prawdziwego partnera do kontrolowania naszego biznesu”. Ale właściwie z kim Virgin/EMI podpisali kontrakt? Z trzema artystami, trzema producentami, trzema parami oczu i uszu zestrojonymi razem. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z milowym krokiem w rozwoju muzyki dance i sztuki miksowania, która znowu zmierza w kierunku elektroniki. Ich kolejny singiel „Miami 2 Ibiza” powstanie we współpracy z Tinie Tempahem. A co o tym sądzi Axwell „Bardzo jestem z tego zadowolony. Miło być częścią czegoś co jest większe od Ciebie. Każdy z nas ma swoje własne kariery, ale to zainteresuje fanów na różnym poziomie muzycznej wrażliwości”. Przyszłość Mafii rysuje się kolorowo. „Wszystko co teraz robimy to show”- tłumaczy Seb.”Popatrzcie na Brixton, to jest show. Ludzie chcą konfetti i chcą z tego coś mieć. Nie wystarczy być DJ-em i patrzeć na czubki swoich butów. Teraz muzyka dance przeżywa okres rozkwitu, a my mamy okazję wziąć w nim udział”. Na koniec wywiadu oddajemy głos Axwellowi “Myślę, że praca DJ-a i produkowanie muzyki to wspaniała pasja. To dość proste i naturalne. Cieszę się, że nie jesteśmy komercyjnym tworem przemysłu muzycznego, ale raczej muzycznymi braćmi”.
