DIG, LAZARUS, DIG!!!
Czternasty album studyjny zespołu Nick Cave & The Bad Seeds 'DIG, LAZARUS, DIG'!!!

Może czegoś ci brakuje? Trudno określić i wyrazić, co to może być, ale leżysz nocą w łóżku nie mogąc zasnąć, bo ogarnia cię nagła tęsknota za kolejnymi cytatami z Wallace’a Stevensa zaśpiewanymi do mrocznej, sugestywnej muzyki. Może czujesz nagłe pragnienie, by znów usłyszeć w muzyce popularnej takie słowa jak „myksomatyczny”, czy „rozcapierzać” zamiast standardowego zestawu księżycowych nocy i miłosnej niemocy? Może zgłodniałeś za piosenkami wywołującymi duchy Marilyn Monroe, Valerie Solanas i Harry’ego Houdiniego w nowych wersjach?  A może po prostu instynktownie czujesz, że już czas na płytę zespołu Nick Cave And The Bad Seeds – bo kto inny spełni te wszystkie tęsknoty?

 


Misją Nicka Cave’a i jego pobratymców jest ciągłe szukanie nowych dróg, by w pełni zasłużyć sobie na nazwę iście Diabelskiego Nasienia. Ich nieprzerwany rozwój nabrał oszałamiającego tempa. „To krwotok słów i pomysłów” – tak następczynię cudownie obszernej podwójnej płyty Abattoir Blues / The Lyre of Orpheus opisuje Cave. „Grinderman celowo operował oszczędnymi, prostymi środkami wyrazu,” wyjaśnia artysta. „Na DIG, LAZARUS, DIG!!! pozwoliliśmy sobie na wylewność”

 


To prawda. DIG, LAZARUS, DIG!!! jest ulotne, zalotne i wręcz górnolotne. To przyprawiająca o zawrót głowy epicka opowieść o zachodniej cywilizacji od Homera po Freuda, od Biblii po bitników, ale okraszona też własnym zestawem mitycznych postaci. Mała Janie i ponury Mr. Sandman wirują w złowieszczym tańcu w Today’s Lesson, potwornej rockowej bajeczce z seksualnym podtekstem; tułające się dusze z Albert Goes West wyruszają na wielką wyprawę po spelunach z piwem i urojeniami w tle; tymczasem w tytułowym utworze, który łączy w całość biblijne cudy, wiktoriański spirytyzm i nowojorską dekadencję, biedny Łazarz czuje się zagubiony i samotny. Do tego dorzućmy błyskotliwą, subtelną i autoironiczna rozprawkę: We Call Upon The Author (To Explain), gdzie Pan Autor Cave staje pod pręgierzem, Bóg ma się wyspowiadać, a obok rozwija się literacki zatarg (Bukowski to wieśniak! Berryman rządzi!!!), wszystko zaś dzieje się w oprawie porywającego rytmu.

 
Album DIG, LAZARUS, DIG!!! – interpunkcja tytułu to cios dla językowych nudziarzy – został nagrany przez Cave’a, Micka Harveya, Warrena Ellisa, Martyna Casey’ego, Jima Sclavunosa, Thomasa Wydlera, Jamesa Johnstona i  Conwaya Savage w londyńskim studiu State of the Ark. Jego właścicielem jest Terry Britton odpowiedzialny za przebój Tiny Turner What’s Love Got To Do With It? Cóż, miłość z nową płytą Nicka Cave’a i The Bad Seeds nie ma zbyt wiele wspólnego. DIG, LAZARUS, DIG!!!  jest po części wynikiem pragnienia Cave’a, by odejść od „klasycznych pieśni o miłości” i zwiedzić bardziej abstrakcyjne obszary emocji.  Fortepian usunął się w cień, a zespół otrzymał polecenie, by unikać zbyt łatwej urody nastrojowych akordów. Zastąpiły je pętle i zakłócenia, zniekształcone brzmienia i powoli rosnące napięcie. Czasem wokale Cave’a są celowo wyzute z emocji, choć zwykle słynie on z wściekłej mocy i udręczonych tonów. Podejście to zrodziło się podczas pracy Cave’a nad muzyką filmową, między innymi nad jego wspólnymi kompozycjami z Warrenem Ellisem do Historii zabójstwa Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda Andrew Dominika. „Ostatnie czego pragniesz, to zobaczyć w filmie smutną scenę, której towarzyszy wejście tęsknych smyków,” mówi Cave. „Szukamy większej neutralności muzycznej. Dyskretnej manipulacji. Muzyki, którą przyswaja się po jakimś czasie, a nie z miejsca wpada w ucho.”   


Na tej płycie znajdziemy sugestywną, subtelną i urzekającą muzykę, świadczącą o tym, że Cave niezmiennie poważnie traktuje wyzwanie szukania nowych ścieżek, które podjął w 1984 roku pierwszą płytą po rozpadzie The Birthday Party zatytułowaną From Her To Eternity. Wszystko zaczęło się jednak od odświeżenia dawnego pragnienia, by zrobić płytę w dużej mierze akustyczną, jak to było w przypadku Henry’s Dream z 1992 roku.
„Chciałem, żeby Henry’s Dream było szalenie hałaśliwą płytą, gdzie wszyscy ostro polecą i zupełnie odstawimy elektryczne brzmienia,” wspomina Cave. „Z różnych powodów to się nie udało i powstał rockowy album. Postanowiłem teraz powrócić do tego pomysłu, ale rezultat znów brzmi raczej elektrycznie. Jednak pozostała jakaś piękna przepaść pomiędzy fundamentem piosenek, czyli gitarą akustyczną, basem i perkusją, a mocno naładowanym energią dysonansem brzmieniowym na wierzchu. Warren naprawdę dokonał tutaj

cudów … coś niesamowitego.”

 


Pomiędzy tymi wszystkimi warstwami pozostaje przestrzeń na narrację Cave’a i jego opis kondycji ludzkiej. Choć „klasyczne pieśni o miłości” tym razem dostały wolne, jedna z nich poszła w zaparte i została na płycie: to Jesus Of The Moon, wspaniała ballada, która śmiało może konkurować z  Into My Arms, czy The Ship Song. „Po prostu nie mogłem jej wyrzucić do kosza,” wyjaśnia wzruszając ramionami Cave. Reszta płyty nie zajmuje się jednak wielkimi gestami i burzami namiętności, ale tymi nieokreślonymi, stłumionymi odczuciami, które rzadko odnajdziemy w rockowych piosenkach, zwykle skupionych na ostrych kontrastach: apatią, zagubieniem, zadręczaniem się, ogłupieniem i problemami psychoseksualnymi. Mamy Moonland, zimę nuklearną jednego człowieka; Night Of The Lotus Eaters, gdzie globalny chaos wdziera się przez tamy zbudowane z braku umiaru i samozadowolenia; męskie sposoby na okłamywanie siebie samego w Hold On To Yourself; wreszcie upiorne pośmiertne przyjęcie z More News From Nowhere, pełne demonów o imieniu Deanna i refleksji o przemijaniu.

 


DIG, LAZARUS, DIG!!! wyciąga bebechy na wierzch, podziemie wystawia na widok, a zespół prowadzi słuchacza przez krainę niepewności i chaosu nie cofając się przed żadnymi trudnościami. Trudno wyobrazić sobie lepszych przewodników po tym niepokojącym, pomieszanym świecie i na szczęście nie trzeba już nikogo szukać. „Chcę nagrać tak dużo płyt, jak się da. Chcę napisać całe mnóstwo piosenek,” wyznaje Cave. „Do tego się to wszystko sprowadza. Pisanie piosenek mnie uszczęśliwia, zadowala i pozwala trzymać się prosto. Póki mam ochotę komponować,  wszystko jest na swoim miejscu.”

 

Producentami  płyty są Nick Cave & The Bad Seeds oraz Nick Launay, który pracował z zespołem nad poprzednią płytą Abattoir Blues / The Lyre of Orpheus. Nowy album nagrano w studiu State of the Ark w Richmond, a zmiksował go Nick Launay w British Grove, w Chiswick.

W oprawie graficznej DIG, LAZARUS, DIG!!! wykorzystano dzieła brytyjskich artystów Tima Noble i Sue Webster: http://www.deitch.com/artists/sub.php?artistId=18

 

 

Tracklista:

 

DIG, LAZARUS, DIG!!!
Od kiedy znam historię Łazarza, którą jako dziecko usłyszałem w kościele, zawsze wywoływała we mnie niepokój i zmartwienie. Można wręcz powiedzieć - traumę. Wszyscy rzecz jasna podziwiamy największy z cudów Chrystusa, czyli ożywienie martwego człowieka, ale mnie dręczyło, co na ten temat sądził sam Łazarz. Jako dzieciak byłem przerażony tą opowieścią. W piosence Łazarz żyje w Nowym Jorku, bo chciałem jej nadać współczesnej wymowy. Pomyślałem też o Harrym Houdinim przez wiele lat z zacięciem obalającym mity dotyczące spirytystów, którzy chętnie obdzierali z gotówki rodziny zmarłych. Wierzył on, że po życiu nie ma nic. Harry był drugim co do wielkości sztukmistrzem potrafiącym uwolnić się z więzów i okowów, oczywiście zaraz po Łazarzu. Chciałem stworzyć pewnego rodzaju medium, za pomocą którego Houdini będzie mógł  do nas przemówić zza grobu, jeśli będzie sobie tego życzył. Gdy wsłuchasz się w ten kawałek kiedyś późno w nocy, usłyszysz jego głos i posępne pobrzękiwania łańcuchów. „Nie wiem, co się dzieje, ale słyszę jakieś hałasy na górze” mówi. Piosenka jest przede wszystkim elegią na cześć Nowego Jorku lat 70tych.
TODAY’S LESSON
Today’s Lesson to chyba najżywszy, najbardziej bezpośredni kawałek, jaki kiedykolwiek napisałem, ale z drugiej strony niewykluczone, że najbardziej mroczny i makabryczny. Zainspirowała go historia, którą opowiedziała mi moja żona Susie. Przez całe dzieciństwo czuła się niewidzialna i nagle, jako dwunastolatka zauważyła, że wszystko się zmieniło. Wchodziła do pokoju, a ludzi się do niej uśmiechali; mężczyźni się rozpromieniali. Wpadła więc na pomysł, by ubierać się w obcisłe niebieskofioletowe dżinsy, bardzo ciasny podkoszulek oraz wysokie obcasy i w takim stroju przechadzać po ulicy w pobliżu parkingu dla ciężarówek. Wszyscy kierowcy wystawiali zza okna głowy i wołali do niej, co ją niezmiernie uszczęśliwiało, bo miała zaledwie 12 lat. Z Marilyn Monroe wiążą się podobne historie. Podobno powiedziała kiedyś, na kilka miesięcy przed śmiercią: „Ciągle się natykam na męską nieświadomość.” To mrożąca krew w żyłach wypowiedź i o tym właśnie mówi piosenka. Kobieta może znosić zabójcze zainteresowanie mężczyzn, być lustrem ich niskich erotycznych żądz tylko do pewnego czasu, w pewnych granicach… potem rozpada się na kawałki.  
MOONLAND

To kawałek o facecie, który szuka swej kobiety podróżując po jałowym, apokaliptycznym krajobrazie. Kluczem do piosenki jest wers „I’m not your favourite lover/Nie jestem twoim najważniejszym kochankiem.” Ten mężczyzna przechodzi osobistą apokalipsę na tle transowych perkusyjnych rytmów. 

 NIGHT OF THE LOTUS EATERS
„Night Of The Lotus Eaters” to naturalnie piosenka o apatii w obliczu potwornej katastrofy. Gorący temat, bardzo na czasie i mający ogromną wagę, a tłem dla tekstu jest mocny motyw grany przez Warrena Ellisa, mojego niezwykle konkretnego motywatora.  
Największą rolę w tej piosence gra dla mnie jej pierwsze słowo  - ‘sapped’, czyli „osłabiony”. Wers brzmi następująco:   
„Sapped & stupid I lie upon the stones and I swoons  - Osłabiony i ogłupiony leżę na skałach w omdleniu”
Słowo “stones” może mieć kilka znaczeń, podobnie jak „sapped” – osłabiony, ale także „uderzony pałką”. Dalej pojawia się świetny fragment 
„Grab your sap and your heater!!! – Łap za dębczak i gnata!!!”
Gdy  usłyszał to mój niezwykle elokwentny angielski organista James Johnston, zapytał: „Co to jest ‘sap’”? Wyjaśniłem, że jest to slangowe amerykańskie określenie na pałkę nabijaną ćwiekami. Słowo rozpowszechniły czarne kryminały z lat 40-tych Raymonda Chandlera, czy Mickey’ego Spillane’a. Potem zapytałem mojego niezwykle oczytanego amerykańskiego perkusisty Jima Sclavunousa, czy wie co to jest „sap”. Ku mojemu rozczarowaniu, nawet on, prawdziwy jankes, nie znał tego słowa. Kiedy mu wyjaśniłem, odrzekł, że zwykle stosuje się na ten przedmiot określenia „black jack”, więc kazałem mu się odpieprzyć i poczytać Dashiela Hammeta.
Tak czy inaczej, postanowiłem użyć słowa „sap” a nie baseball czy pałka dla narzędzia służącego do rozboju, ponieważ jest według mnie synonimem słowa apatyzator (to już mój wynalazek). Jeśli ktoś cię uderzy w głowę „sapem”, tracisz energię i pogrążasz się w kompletnej apatii, czyli jesteś naprawdę cholernie „sapped” – osłabiony! 
ALBERT GOES WEST
„Albert Goes West” to piosenka, którą napisałem jako ostatnią na DIG, LAZARUS, DIG!!! i według mnie to słychać. Kiedy czujesz, że masz album w garści, wszystkie piosenki zostały napisane, cała robota wykonana – doznajesz cudownego uczucia wyzwolenia. Możesz pisać, co ci tylko palce podyktują. Na ABATTOIR BLUES jako ostatnią napisałem, uroczą,   sielankową, wręcz ekstatyczną piosenkę BREATHLESS, której nie potrafiłbym spłodzić w trakcie poważnych prac nad płytą. Zarówno „Breathless” jak i „Albert Goes West” mają mnóstwo tupetu, bezwstydnej arogancji. Wystawiają całą głowę za okno. O czym jest „Albert Goes West “? A kogo to obchodzi? Dni agonii są już za nami.
WE CALL UPON THE AUTHOR
Autor to znaczy kto? Bóg? Ja? Czy ktoś mógłby to wszystko wreszcie wyklarować? Oto klasyczny elaborat do tańca. Pogadanka skierowana nie do świata, lecz raczej do jego stwórcy. Tożsamość autora jest specjalnie rozmyta, więc piosenka oscyluje pomiędzy wymyślonym światem pisarza oraz światem rzeczywistym. Zatem elaborat, czy też skarga dotyczy albo świata fikcyjnego albo prawdziwego.  Przyszłość zawsze krzyżuje najbardziej misterne plany, nasze dzieci latają samopas, przyjaciele giną w wypadkach, natura sprzysięga się przeciwko nam, nasze twórcze moce słabną i więdną, świat schodzi na psy, wielcy artyści popełniają samobójstwa, gdy słabsi żyją i mają się dobrze, znajomi nie pozwalają nam się skupić, a do publiczności trafia kolejny ciąg kompletnych bzdur . Czy ktoś może to wszystko wyjaśnić? 
LIE DOWN HERE AND BE MY GIRL
Podoba mi się tytuł tej piosenki. Przywodzi na myśl stare angielskie pieśni ludowe, dawnego trubadura i jego krasnolicą dziewką. Połączenie ceremonialności z swobodą erotyczną XXI wieku. W tekście jest kilka przeuroczych wersów… ale całość to istny krwotok słowny – psychoseksualny, psychodeliczny, rozszalały, orgazmiczny, pożądliwy itd…
MORE NEWS FROM NOWHERE
Ten kawałek nie ma nic wspólnego z klasyczną powieścią utopijną Williama Morrisa z 1890 roku. Opowiada o facecie, który bez celu i końca wędruje po swoistym domu strachów pełnym jego dawnych romansów i bezskutecznie próbuje znaleźć kobietę.    Najbardziej mnie w tej piosence fascynuje możliwość (pewności nie mam), że jej bohater jest martwy, a jego opowieść to pośmiertny fatalny odlot. Moją uwagę zwrócił szczególnie zmyślny wers „Janet is known to make dead men groan – Janet słynie z tego, że rozpali umarłego”… Przewija się tu cała galeria dobrze znanych postaci, nie będę ich wymieniał, ale jak chce się wam ruszyć mózgownicą to śmiało. Wystarczy, że zdradzę jedno: to wszystko jest misternym podstępem, spóźnione rozwiązanie akcji znajdziemy po całych ośmiu minutach… Przedtem czeka nas nieprzyjemny zawrót głowy, jaki towarzyszy myśli o tym, że każda chwila naszego życia traci ważność z nadejściem kolejnej… technologia, kobiety i małe dzieci też.     
 
www.nickcaveandthebadseeds.com

 

http://www.myspace.com/nickcaveandthebadseeds

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Artyści
Nick Cave & The Bad Seeds

Postać wybitna. Mistrz nastroju. Mistrz prowokacji.

Teledyski
Pliki dźwiękowe
Aktualności