The Book Of Taliesyn
The Book Of Taliesyn

Taliesyn (a może raczej Taliesin), legendarny walijski bard, był synem czarownicy, rzuconym tuż po urodzeniu w morskie fale i znalezionym na brzegu przez króla Elphina. Cała historia sięga prawdopodobnie VI wieku, a księga jej poświęcona (The Book of Taliesin) stanowi część zbioru eposów “Mabinogion”. Wiersze i pieśni, które się na nią składają, były aż do XII wieku przekazywane ustnie i dotyczyły głównie ówczesnych bogów, herosów a także wszelkich bitew i wojen tamtych burzliwych dni. Samo imię “Taliesin” oznacza mniej więcej tyle, co “promienne skronia”.

Okładka płyty, zaprojektowana przez Johna Vernona... Lorda (zbieżność nazwisk absolutnie przypadkowa) swym charakterem średniowiecznej ryciny i wieloznaczną symboliką poszczególnych elementów znakomicie korespondowała z tytułem. Bezpośrednie odniesienia do “Księgi Taliesina” znalazły się także w rozpoczynającej płytę kompozycji “Listen, Learn, Read On”. To dosyć dziwny kawałek – “mistyczne” melorecytacje Evansa nie do końca idą w parze z pozornie zbyt szybkim akompaniamentem perkusji Paice`a. Zespół na szczęście odnajduje się w kolejnym utworze – “Wring That Neck” na kilka następnych lat stał się nieodłącznym elementem koncertowego repertuaru Deep Purple. Ritchie Blackmore po raz pierwszy pokazuje tu prawdziwy “lwi pazur” – Jon Lord, słabo słyszalny w poprzednim numerze, tu znakomicie staje na wysokości zadania, co czyni z niego godnego partnera Blackmore`a-solisty. 
“Kentucky Woman” – trzecia na płycie – to piosenka Neila Diamonda, wybrana zresztą na kolejny singel zespołu. Nie ma jednak w sobie tej “iskry”, dzięki której stałaby się godną następczynią “Hush”. Na szczęście uwagę zwraca świetna solówka Blackmore`a, a także ładna partia organów w zakończeniu. 
“Exposition”, klasycyzujące, organowe tour de force Lorda (wspomaganego tu i ówdzie przez Blackmore`a) wskazuje dosyć jednoznacznie na to, że grupa postanowiła w dużym stopniu powtórzyć formułę “Shades...”, wypełniając płytę mieszanką własnych i cudzych kompozycji, nie żałując przy tym cytatów z muzycznej klasyki. “Exposition” “bezboleśnie” przeradza się w “We Can Work It Out” Lennona i McCartneya. Ta druga, i jak na razie ostatnia, własna wersja piosenki The Beatles, wypada znacznie mniej przekonywująco i nowatorsko niż “Help”. Zespół nawet nie bardzo oddalił się od pierwowzoru, a wokalne możliwości Roda Evansa nie po raz ostatni zaczynają wykazywać pewne ograniczenia. 

Otwierająca drugą stronę krążka kompozycja “Shield” ukazuje Deep Purple znakomicie łączących sentymentalne klimaty lat sześćdziesiątych z elementami etnicznymi (!) i psychodelicznymi. Ten bardzo tajemniczy i “mglisty” utwór jest jakby jedną z tych muzycznych ścieżek, na które Purple w ciągu swej kariery niejednokrotnie wchodzili, lecz bardzo szybko z nich zawracali. Pytanie, czy z pożytkiem dla własnego wizerunku muzycznego, wciąż pozostaje otwarte. 
“Anthem” nie przejawia oryginalności swego poprzednika, pozostając jedynie ckliwą balladą. Uwagę zwraca być może nie do końca przemyślana obecność partia kwartetu smyczkowego. Dla Jona Lorda było to jednak ważne potwierdzenie “słuszności idei” kontynuowania flirtu z muzyką poważną.
“River Deep Mountain High” Ike`a i Tiny Turnerów, ostatni z trzech coverów na “The Book...”, zamyka płytę w nienajgorszym stylu, choć pretensjonalny początek burzy nieco konstrukcję i dramatyzm kompozycji.

No i oczywiście bonusy z ostatniego wydania. Bardzo ważne, gdyż na pięć dodatkowych utworów tu zamieszczonych cztery całkiem “nowe – stare” kompozycje. Mamy więc dwa odrzuty z sesji, które nie zmieściły się na oryginalnej płycie: “Oh No No No” z repertuaru Ben E. Kinga oraz instrumentalny “Playground” ze wspaniałą linia basu Nicka Simpera. Są tez trzy nagrania z występu w BBC: premierowe “It’s All Over” i “Hey Bop A Re Bop” oraz znany z płyty “Wring That Neck” o którym mowa powyżej. 

“The Book Of Taliesyn” jest pierwszym albumem grupy, na którym Ritchie zdecydował się zagrać, przynajmniej w paru miejscach, na miarę swych możliwości. Wszędobylski Simper i jak zawsze niezawodny Paice potwierdzili tu klasę jako sekcja rytmiczna. Zaczyna jednak dawać znać o sobie brak jakiejś ogólniejszej koncepcji muzycznej i mało wydajna praca producenta. Pewne oznaki wskazują na chęć przejęcia przez Blackmore`a “pierwszych skrzypiec”. Czy Rod Evans będzie w stanie sprostać wymaganiom gitarzysty?...

Tomasz Szmajter, Roland Bury

Artyści
Deep Purple

Historia powstania zespołu Deep Purple to w dużej mierze dzieło przypadku. Przypadku i nudy. Znudzony rodzinnym interesem Tony Edwards (branża tekstylna) został n...

Aktualności