| 2003-11-12 15:01:09 Katowicki "Spodek" pękał w szwach. Tłum falował, tańczył i piszczał. Obiektem tych uniesień był największy obecnie gwiazdor brytyjskiej piosenki, ROBBIE WILLIAMS... |
Katowicki "Spodek" pękał w szwach. Tłum falował, tańczył i piszczał... tak, tak piszczał. Obiektem tych uniesień był największy obecnie gwiazdor brytyjskiej piosenki, ROBBIE WILLIAMS. Artysta, który swoją karierę rozpoczynał od występów w boysbandzie TAKE THAT pojawił się w Polsce po raz pierwszy. Bilety, choć drogie, sprzedały się do ostatniego egzemplarza. Kto jednak nie miał szczęścia, mógł kupić je tuż przed koncertem u "koników" i to za jedyne 90 złotych. 6 listopada 2003, osiem tysięcy osób - warto było.
Koncert WILLIAMSA można porównać do przyjazdu MICHAELA JACKSONA na warszawskie Bemowo kilka lat temu. Znów mieliśmy do czynienia z wydarzeniem socjologicznym – na widowni obok zwykłych fanów zasiedli artyści, dziennikarze, gwiazdy popkultury, ludzie telewizji. Wszyscy chcieli zobaczyć show. Trzeba uczciwie przyznać, że ROBBIE WILLIAMS, jeden z najlepiej zarabiających brytyjskich artystów, ciężko na te pieniądze pracuje.
Przed główną gwiazdą wieczoru wystąpiła SKIN, była wokalistka formacji SKUNK ANANSIE, z którą w Polsce była już kilka razy. Tym razem przyjechała, by promować pierwszą solową płytę „Fleshwounds”. W trwającym 40 minut secie zagrała osiem piosenek, w tym najważniejsze utwory z płyty ('Trashed', 'Lost', 'Fleshwounds') oraz dwa numery SKUNK ANANSIE. 'Hedonism' wywołał prawdziwą euforię na płycie "Spodka". Akustyczna wersja została odśpiewana razem z wokalistką, która najwyraźniej była bardzo zadowolona z takiej reakcji. Bardzo treściwy i energetyczny występ zakończył 'Twisted (Everyday Hurts)'. SKIN, ubrana w czarne skórzane (oczywiście) spodnie i zielony t-shirt poruszała się po scenie niczym pantera. Energią, która w niej drzemie można by było obdzielić z tuzin artystów.
Po 30 minutach przerwy punktualne o 21.00 pojawił się On. W kapturze na głowie i ciemnych okularach wyglądał niczym BONO w trakcie PopMart Tour. ROBBIE WILLIAMS show rozpoczął oczywiście od 'Let Me Entertain You'. Kilkunastoosobowy zespół, cztery wijące się tancerki, schody, dwa telebimy po obu stronach sceny – dawno nie było takiej oprawy.
WILLIAMS zaśpiewał praktycznie większość programu znanego z jego ostatniej, koncertowej płyty „Live Summer 2003”. W odróżnieniu jednak od albumu publiczność w "Spodku" doczekała się większej ilości znanych przebojów. Tak więc było 'Strong', 'Supreme', 'Kids' oraz 'Rock DJ', choć zabrakło np. 'Road To Mandaley' czy 'No Regrets'. W zamian otrzymaliśmy m.in. akustyczna wersję 'Better Man' (tylko ROBBIE z gitarą), 'Mr. Bojangles'. Przy 'Come Undone' w ramionach ROBBIE'EGO pojawiła się Karolina - dziewczyna z tłumu, którą obdarzył namiętnym pocałunkiem. Kiedy jednak okazało się, że ma razem z nią jest jej chłopak Leszek, WILLIAMS przeprosił i zadedykował parze 'She's The One'.
ROBBIE to prawdziwy entertainer – na scenie jest aktorem i błaznem. Ma świetny kontakt z publicznością, jest bardzo bezpośredni i szybko reaguje na wydarzenia, które dzieją się pod sceną. Na dodatek naprawdę świetnie śpiewa. Oczywiście część z zachowań jest wyreżyserowanych dla potrzeb show i w tych momentach WILLIAMS sprawia wrażenie stojącego gdzieś obok wydarzeń, które dzieją się wokół niego lub wręcz nimi znudzonego. W dwóch jednak piosenkach wypływa z niego cała prawda, cała historia jego życia, w tych dwóch numerach staje się artystą prawdziwym. Mowa oczywiście o 'Feel' i 'Angels'. Te dwie piosenki, przede wszystkim ze względu na tekst stawiają WILLIAMSA wśród artystów z krwi i kości. Choćby właśnie dlatego warto zobaczyć go na żywo.
Źródło WP.pl
Udostępnij
