| 2004-05-21 14:35:07 22.05 do sklepów trafił solowy album Sidneya Polaka. Zapraszamy do zapoznania się z pierwszymi recenzjami tej płyty. |
W sobotę 22.05 do sklepów trafił solowy album Sidneya Polaka. Zapraszamy do zapoznania się z pierwszymi recenzjami tej płyty...
Gazeta Wyborcza, 21.05.2004
Dobrze, że Polak się objawił
Odpowiadał za kilka wyjątkowo udanych piosenek T.Love. Ale dopiero tutaj nastąpiła eksplozja talentu Jarka Polaka.
Gdzie on się tego nauczył? Grając w T.Love na perkusji, podpatrywał Muńka Staszczyka w jego najlepszych czasach? A może wcześniej nie znalazł okazji, by się zaprezentować w pełni? Nieważne. Grunt, że Polak w końcu objawił umiejętność układania wpadających w ucho melodii i niby prostych, ale mówiących o ważnych sprawach tekstów. Co najmniej połowa z nich to kandydatki do miana przebojów najbliższych miesięcy. - Liczę co najmniej na Grammy lub Nobla/Może nawet Złotą Płytę bym oblał? - wyznaje Polak w otwierającym płytę "Witam". Gdyby to zależało ode mnie, miałby ją już dzisiaj.
"Sidney Polak" to kilkanaście w przewadze pogodnych i ciepłych piosenek. Zawsze jednak odległych od banału. W "Witam" Polak brzmi trochę jak łączący hip-hop z folkiem i bezpretensjonalnym popem Uncle Cracker. W znakomitej "www.tekila.pl" porusza się w obszarach bardzo bliskich dokonaniom Manu Chao. Przede wszystkim jednak sięga po hip-hop, raggę i raggamufin. I robi to stylowo.
Co najmniej tak ważne jak muzyczna strona płyty są na "Sidney Polak" teksty. W gruncie rzeczy banalna, ale opowiedziana ze swadą i humorem relacja z "balu samców" w "www.tekila.pl". Historia alkoholowej nocy pokazana w "Butelkach" z punktu widzenia tytułowych butelek. I już zupełnie poważna, choć sprzedana w prosty i naiwny z pozoru sposób nostalgiczna refleksja nad przemijaniem w "Chomiczówce".
To bardzo imprezowo-alkoholowa płyta. I bardzo warszawska. Czy aż na tyle warszawska, aby nie mógł jej zrozumieć mieszkaniec jakiegokolwiek innego miasta? Bez obaw. Taką Chomiczówkę, o której śpiewa Polak, zna każdy, któremu dane było spędzić dzieciństwo na jakimś polskim blokowisku.
Dawno nie słuchałem polskiej płyty z taką przyjemnością. Czego i Państwu życzę.
ROBERT SANKOWSKI
Lampa, nr 2, maj 2004
Usłyszawszy pierwsze piosenki Polaka powiedziałem żartem Muńkowi, że powinien się z nim zamienić – samemu zasiąść za perkusją (bębnić jakoś umie, zaświadczam), a jego dopuścić do mikrofonu. Ta płyta jest dowodem na istnienie intelektualnego wampiryzmu. Grający od kilkunastu lat w T.Love Jarek Polak najwyraźniej wysysał przez ten czas z Muńka niemal cały talent pisania dobrych piosenek (a niekiedy i manierę, zwłaszcza gdy śpiewa słowa: Siedem grzechów, mówisz spox, dzisiaj wypasiona noc), by zadebiutować powalającym albumem solowym jako Sidney Polak, zapożyczywszy sobie pseudonim od amerykańskiego reżysera.
Oznaki tego, że perkusista Polak pisze i komponuje pojawiały się już od paru lat na płytach macierzystego zespołu, utrzymane były jednak w zdecydowanie rock’n’rollowej stylistyce. Album Sidney Polak natomiast to kapitalna mieszanina hip hopu, reggae, ragga i miejskiego folku (7 Grzechów Popkultury mogłoby pojawić się nieco przearanżowane na płycie Tata Kazika, zaś Waitsowskie chyba w zamierzeniu Wkładam łyżkę w szklankę brzmi jak pesymistyczny pastisz I tak warto żyć Raz Dwa Trzy). Tej miksturze jako całości muzycznie najbliżej chyba do Manu Chao (zwłaszcza www.tekila.pl), miejscami unosi się nad tym duch Kalibra 44 – i we frazowani, i rymach typu nie jestem skamandrytem – ale nie muzyka jest elementem wspólnym dla wszystkich niemal (pomijając trzy raggaowe Skity z udziałem Zjednoczenie Sound System) utworów. Otóż jeden Polak nagrał tzw. concept album o tym, co wszystkich Polaków najbardziej ciekawi, czyli o piciu alkoholu. Do tego jakże interesującego – zarówno z punktu widzenia euforii jak kaca – tematu podszedł twórczo, budując w kilku krótkich piosenkach całe barwne, oryginalne fabuły.
Www.tekila.pl przedstawia chlanie przed monitorem komputera przez dwóch kolesi szukających w necie kontaktu z dziewczynami. Butelki to pogawędki wyrzuconych na śmietnik flaszek o różnych kulturach konsumentów ich zawartości. 7 Grzechów Popkultury i Wkładam łyżkę w szklankę są opowieściami o samotności w mieście, kiedy alkohol staje się łatwą ucieczką od smutku (kapitalne są tu słowa: zapomniałem nawet PIN-u do twoich ust w 7 Grzechach...). Nieco słabsze wydają się sporadycznie nasączone alko Otwieram wino, Warszawa (taka jaka jest) i Przemijamy, oparte na mocno wybitych szlagwortach oraz zbyt aktywnym udziale hiphopowych gości.
Skądinąd najwięcej hip hopu jest tam, gdzie takich gości wcale nie ma – w inicjacyjnej, przeżytej Chomiczówce, pełnej refleksji człowieka po trzydziestce, o niebo dojrzalszej od przeważającej części współczesnej młodzieżowej produkcji. Słuchając tej swoistej osiedlowej mitologii, przy słowach, kiedy Polak opisuje roztrzaskany szybowiec na bloku albo siebie jako dziecko z kapslami w windzie, można się popłakać ze wzruszenia.
Ponieważ przy tym wszytkim Polak więcej śpiewa niż rymuje, wróżę tej płycie powszechny sukces, zwłaszcza wśród dresiarzy – wymarzona to propozycja do grilla, na dyskotekę i do baru. Ale taki powinien być dzisiejszy pop. Dla mnie to płyta lata.
PAWEŁ DUNIN-WĄSOWICZ
Gazeta Wyborcza Stołeczna, 20.05.2004
Knajacko-łobuzerska płyta. Trochę nostalgiczna, trochę z przymrużeniem oka. Między reggae, rapem i miejskim folkiem. Łatwo sobie wyobrazić, jak Sidney stoi z kolegami na ulicy i śpiewają dla przechodniów. Ale równie łatwo sobie wyobrazić nabity, duszny klub, w którym fani razem z nim wykrzykują teksty. A te opowiadają o alkoholu, zabawie, beztroskim spędzaniu czasu. Sidney do nagrania płyty zaprosił warszawskich przyjaciół, m.in. mistrzów reggae Zjednoczenie Sound System i jednego z najlepszych polskich raperów Pezeta. Słowa równie proste (ale nie banalne!) jak muzyka sprawiają, że już niedługo na koncertach razem z Sidneyem będzie śpiewała je cała publiczność. I to zarówno młodzi fani hip-hopu, jak i targani nostalgią rówieśnicy wokalisty, czyli 30-latkowie. Tym ostatnich na pewno porwie "Chomiczówka", kolaż wspomnień nie tak niewinnych znowu lat młodości.
ŁUKASZ KAMIŃSKI
Udostępnij
