ZŁOTY FRYDERYK 2003 ZA CAŁOKSZTAŁT TWÓRCZOŚCI DLA JACKA KACZMARSKIEGO!
2004-03-18 22:54:55

O tym jak ważną rolę odegrał Jacek Kaczmarski w historii Pomaton EMI, pisze Tomasz Kopeć - jeden z założycieli firmy.

Pamiętacie wielki entuzjazm i nadzieję z lat 80-tych? Po sierpniu’80 pozwolono nam robić rzeczy inne i inaczej, niż tylko według wyznaczonych szablonów i zgodnie z oficjalnymi hasłami. Miałem szczęście, że chodziłem do liceum im.S.Batorego w Warszawie. Liceum Baczyńskiego, Zośki, Rudego, Alka i innych harcerzy z pokolenia SzaroSzeregowców. W oparciu o ich legendę i autorytet, tworzenie harcerstwa na bazie przedwojennych wartości, było objawieniem w zestawieniu z zhpowskim blichtrem pierwszomajowych pochodów i akademii ku czci kogośtam. Nasza 23 WDH Pomarańczarnia była siłą i uczyła odpowiedzialności, zaufania, braterstwa, honoru, uczciwości, organizacji... Ale w Polsce rządziło ZHP, i w Polsce kojarzyliśmy się jak wszyscy harcerze - z umundurowanym ramieniem kształcących się przyszłych działaczy ZSMP, i przyszłych aparatczyków PZPRu. Był tylko jeden sposób, by się odróżnić.
            Na dworcu, w pociągu, w schronisku, czy na miejskim rynku, ktoś z nas sięgał po gitarę, a wszyscy śpiewaliśmy „Mury”, „Zbroję”, „Źródło”..., a właściwie jakąkolwiek piosenkę Jacka Kaczmarskiego. Ludzie wokół zaczynali się uśmiechać, zatrzymywali się i pozdrawiali, śpiewali z nami. Takie momenty dodawały nam wiary w siebie i pozwalały czuć wartość i sens harcerskiej pracy. Czuliśmy solidarność i braterstwo z ludźmi, którzy słów Jacka się nie bali, a którzy znajdowali w jego piosenkach oparcie, siłę i odwagę. Zresztą moja drużyna harcerska nazywała się „Źródło”, i ten utwór jest do dziś jej hymnem...
            Pamiętam, jak z Piotrem Kabajem szukaliśmy pomysłu, na „dorosłą” działalność w latach 90-tych. O ile przejście od Pomarańczarni do nazwy Pomaton było pomysłem oczywistym, dalej było trudniej. Pomyślałem, by wydawać śpiewniki z piosenkami Jacka. Zamiast przepisywać od kolegów bądź kserować, trzeba spowodować, by można było Jacka twórczość kupować w księgarniach. Udało mi się zdobyć adres Jacka. Napisałem do Monachium o Batorym, o harcerzach, o pomysłach, i o Pomatonie. Potem zadzwoniłem. Jacek powiedział: Jak się masz! Powiedział też, że grał kiedyś w Batorym koncert, i choć nas nie zna, sądzi, że można nam zaufać skoro byliśmy harcerzami z Batorego. Przysłał mi krótki list, który był przez wszystkie lata w Pomatonie moim największym zaszczytem i dowodem zaufania, którego staram się nie zawieść do dzisiaj: 

           Niniejszym wyrażam zgodę
           na wydanie moich dzieł
           wszystkich przez spółkę wydawniczą
           Pomaton w W-wie

           Monachium: 7.12.89 r. – Jacek Kaczmarski.

           Miałem wielkie szczęście, że moja pierwsza płyta jako wydawcy, była ze wszystkich wydanych zawsze najważniejsza. Numer katalogowy POM 001, to „Live’ 90”, zapis tryumfalnej trasy koncertowej Jacka z 1990 roku, z pierwszego, po blisko 10 latach emigracji, pobytu w Polsce. Wypełnione z powodu jednego człowieka wielotysięczne hale sportowe największych miast były czymś niewiarygodnym. Nigdy później, nie przeżyłem bardziej jakichkolwiek koncertów.
          Dziś, oryginał tego dokumentu to mój talizman. Bo dawno zrozumiałem, że podczas blisko 14. lat w Pomatonie, i podczas współpracy przy prawie 500 albumach polskich Artystów, tamta płyta, tamte spotkania zostawiły trwały ślad. Z piosenkami Jacka wszystko było łatwiejsze, i sensowniejsze, wszystko się udawało, myślę, że bardzo wielu z nas. Ilu z nas, z pokolenia wchodzących w dorosłość w latach 80-tych, piosenki Jacka pomogły, ilu wskazały drogę? Ja wiem, że bez Jego piosenek Pomatonu nie byłoby na pewno, a ja byłbym zupełnie innym człowiekiem. Bo czy kiedykolwiek spotkałbym potem Czesława Niemena, Grzegorza Turnaua, Magdę Umer, Staszka Sojkę, Ryszarda Rynkowskiego...
             9 marca 2004 roku spotkał mnie zaszczyt jeszcze większy. Głosami Akademii Fonograficznej, Jacek Kaczmarski za całokształt swojej dotychczasowej twórczości otrzymał Złotego Fryderyka. Czułem wielkie wzruszenie, gdy u boku Przemysława Gintrowskiego mogłem wręczyć Jackowi tę najważniejszą muzyczną nagrodę w Polsce. Najważniejszą, bo przyznawaną głosami innych Artystów i ludzi Muzyki.
             Szkoda, że choroba nie pozwoliła Ci Jacku być wtedy z nami, z całą Muzyczną Rodziną, która tego dnia pragnęła osobiście wyrazić Tobie swój podziw, i okazać należny Ci szacunek. Ale Twój przyjaciel, Jacek Jaśkowiak, powiedział wszystkim, że wierzy, że to dopiero Twój pierwszy Fryderyk. I że przy odbiorze następnego, chciałby Cię zobaczyć osobiście. Ja zaś wiem od Pana Jaśkowiaka, że umówiliście się na przekazanie nagrody na 22 marca, czyli dzień Twoich urodzin... 
             Bardzo mnie cieszy, że Pomaton przygotowuje wspaniałą edycję Twoich 21. albumów, jaka ukaże się w komplecie jeszcze przed wakacjami tego roku. Pamiętasz, jak wtedy wiosną 1990 roku odbierałem Cię na Okęciu z Twoim Ojcem, Panem Januszem Kaczmarskim? Spodziewałem się powitalnego tłumu, a byliśmy tylko we trzech. Ty przyjeżdżałeś pierwszy raz od czasów stanu wojennego, i bałeś się co będzie. Ja się bałem, bo myślałem, że mi z emocji serce wyskoczy na Twój widok. Ale Twoje: „Jak się masz!”, jak zwykle pomogło. Teraz oddałbym wszystkie wspomnienia i nasze spotkania, za możliwość tego jedynego najbliższego zobaczenia Ciebie, by osobiście wręczyć Ci pierwszy egzemplarz Twoich Dzieł Zebranych. Bo to by znaczyło, że choroba dała spokój. 
          Wiem Jacku, że walczysz. Ale wiem też, że choroba zabiera Cię coraz bardziej. A Ty ciągle piszesz, i chciałbym, żeby było tak zawsze. Nie mogę się doczekać, kiedy porozmawiamy o nowych piosenkach. Bo wierzę, że:



...z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu, woda syczy i wchłania, lecz żyje




I zakręca, omija, wsiąka wspina się, pieni, ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom




Bo źródło,




Bo źródło




 Wciąż bije...




 



 Tomek Kopeć



 



 Warszawa: 17 marca 2004 roku.


 


 


 


 


 


 


Udostępnij
Artyści
Jacek Kaczmarski

Najsłynniejszy polski bard.

Aktualności